Dlaczego w japońskiej akupunkturze używam igieł o średnicy 0,16 mm i rurki prowadzącej.
Najczęstsze pytanie przed pierwszą wizytą brzmi: „czy to boli?". Odpowiedź zaczyna się od samej igły.
W gabinecie używam igieł o średnicy 0,16 mm. To grubość porównywalna z grubszym ludzkim włosem i kilka razy mniejsza niż igły używanej do zastrzyków. Igła akupunkturowa jest też pełna, a nie wydrążona, więc nie tnie tkanki, tylko ją rozsuwa. Do tego dochodzi 管鍼 kanshin, rurka prowadząca, którą w XVII wieku spopularyzował niewidomy mistrz Waichi Sugiyama. Rurka pozwala wprowadzić igłę szybko i płytko, zwykle prawie bez odczucia.

Dotyk zamiast siły
Japońska akupunktura ukształtowała się w dużej mierze w rękach niewidomych terapeutów. Stąd jej najważniejsza cecha: wszystko zaczyna się od palców. Szukam punktu dotykiem, sprawdzam, jak reaguje skóra i tkanka, i dopiero wtedy decyduję, czy w ogóle wkłuć igłę.
W wielu przypadkach wystarcza 接触鍼 sesshin, czyli kontakt igły ze skórą bez wkłucia. W japońskim stylu bodziec ma być na tyle subtelny, by ciało mogło na niego odpowiedzieć, a nie się przed nim bronić.
Co poczujesz
- lekkie ukłucie lub dotyk w miejscu igły, czasem nic,
- ciepło lub rozluźnienie rozchodzące się w ciele,
- często senność i spokój pod koniec wizyty.
Jeśli jesteś osobą wrażliwą albo boisz się igieł, powiedz o tym na początku. Mogę pracować wyłącznie technikami kontaktowymi i moksą.
Tekst ma charakter edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji lekarskiej ani diagnozy.
